„Tłusty jest i krótkiego tchu” O wyższości Hamleta grubego nad chudym

 

Szkic poniższy ukazał się w „Literaturze na Świecie” 3–4/2026. Ponieważ zachowałem do niego prawa autorskie, publikuję go tu ponownie.

 

Not Hamlet with the skull of Yorick, but Fat man admiring a Christmas pudding. 

Kartka pocztowa z początków XX wieku. 

.

 

No Hamlet thin from eating flies, a fat

Dreamer of the Middle Ages.

William Butler Yeates, Statues[1]

 

Bingo! Mowa oczywiście o sławnej scenie pojedynku na florety między Hamletem a Laertesem w piątym akcie arcydramatu Williama Szekspira, kiedy to Królowa woła: 

He’s fat and scant of breath.—

Here, Hamlet, take my napkin; rub thy brows[2]. 

Stanisław Barańczak przełożył ten fragment tak: 

Ma krótki oddech; mało ćwiczył.

Hamlecie, masz tu chustkę, otrzyj czoło[3]. 

Tłumaczenie to stało się przedmiotem ciekawej dyskusji. Pominięcie wzmianki o tuszy Hamleta wytknął Barańczakowi na łamach „Teatru” Jarosław Komorowski: 

Zwłaszcza o jeden ubytek trzeba się upomnieć, choć dotyczy tylko trzech krótkich słów „He is fat” („on jest otyły”) – mówi Gertruda o synu podczas pojedynku. Określenie, związane ponoć z wyglądem Richarda Burbage’a, pierwszego Hamleta (choć „fat” bywa interpretowane również jako „spocony”), w teatrze jest raczej kłopotliwe, gdyż zbyt konkretne w stosunku do aktora. Zarazem jednak zrosło się z tekstem tragedii nie mniej niż inne głośne cytaty, toteż jego ewentualne skreślenie leży w kompetencjach reżysera – ale nie tłumacza.[4] 

Barańczak odpowiedział na ten zarzut z właściwym sobie ciętym humorem: 

Hamlet – grubasem? Czemuż tak się znęcać? Zupełnie humorystycznie brzmi dla mnie zarzut Komorowskiego, że w scenie pojedynku „skreśliłem” niesłychanie ważną informację, iż Hamlet jest otyły; powiada przecież Królowa: „He’s fat”. Otóż teza, że „fat” znaczy w tym kontekście otyły i w dodatku ma stanowić aluzję do postury Richarda Burbage’a, pierwszego wykonawcy roli Hamleta, została przez szanujących się szekspirologów od dawna odłożona na półki. Sens słowa „fat” w tym miejscu wyjaśnia się dziś różnie: jako „spocony" albo jako „nie w formie, w złej kondycji fizycznej” (wydanie Arden proponuje oba wyjaśnienia naraz). Żadnego z tych znaczeń bynajmniej nie skreśliłem: mój krytyk nie zacytował po prostu pełnego brzmienia kwestii Gertrudy. W moim przekładzie powiada ona: „Ma krótki oddech; mało ćwiczył./Hamlecie, masz tu chustkę otrzyj czoło”. Czyli mowa i o pocie, i o kondycji, i o krótkim oddechu („scant of breath”) – trudno o przekład filologicznie staranniejszy.[5] 

Roma locuta? Locuta! Ale czy causa na pewno aby finita? Rzecz jest w istocie skomplikowana znacznie bardziej, niż to przedstawił Stanisław Barańczak. „Tłusty” Hamlet nadal pozostaje zagadką. I twardym orzechem, który „szekspirologowie” wciąż próbują rozgryzać. Z różnym powodzeniem.  

„Nazbyt otyły” czy tylko „się spocił”? 

Jarosław Komorowski, zarzucając Stanisławowi Barańczakowi pominięcie ważnych słów, miał jednak sporo racji. Jakiś problem tu jest. Zauważmy zresztą, że i Komorowski zna interpretację fat jako „spocony”. Wskazuje jednak na coś bardzo istotnego: do tak daleko idących opuszczeń uprawniony jest reżyser, któremu we współczesnym teatrze wolno w zasadzie wszystko. Uprawnienia tłumacza są już nieco węższe. I dotyczy to nie tylko Hamleta. W nowszych przekładach Fausta Goethego frazę Und dennoch spukt’s in Tegel przekłada się nierzadko: „A jednak w zamkach straszy”. Intencje tłumaczy są tu łatwe do odgadnięcia: jeśli aktor ze sceny powie, jak w przekładzie Feliksa Konopki: „a jednak w Teglu straszy”, widz najprawdopodobniej poczuje się nieco skonfundowany: „gdzie? w jakim Teglu?”. Reżyser może tu oczywiście zaingerować – jeśli ten fragment w ogóle zachowa w swojej inscenizacji, co nie jest konieczne – bo przecież publiczności nie będzie się wyjaśniać, jakaż to anegdota kryje się za tą aluzją, w czasach Goethego oczywiście bez trudu zrozumiałą. Ale tłumacz powinien jednak czuć się bardziej związany tekstem oryginału. No bo co, jeśli po jego przekład sięgnie jakiś „historyk idei”, pragnący tym cytatem ozdobić swoje rozważania o dość jednak zabobonnym oświeceniu berlińskim? Nie inaczej jest i z Hamletem. Słowa Gertrudy mogą znacząco zmienić nasze widzenie astenicznego melancholika, zadumanego nad sensem albo bezsensem istnienia.

Trzeba przyznać, że większość polskich tłumaczy Hamleta zachowała tu powściągliwość i pokorę wobec oryginału, która jeszcze nigdy żadnemu przekładowi nie zaszkodziła. 

On jest otyły; i oddech ma krótki. —

Weź moją chustkę, otrzyj sobie czoło,[6] 

tłumaczy w roku 1857 „z pierwotworu” Jan Komierowski. Inni tłumacze nie oddalają się bardzo od tego obrazu: 

Za tłusty

I oddech wzdyć ma przykrótki.... Hamlecie!

Masz tu mą chustkę, przetrzyj sobie czoło.

(Jan Kasprowicz, 1890)[7]

 

Tłusty jest i krótkiego tchu –

Hamlecie, weź oto moje chusteczkę, otrzej sobie czoło;

(Władysław Matlakowski, 1894)[8]

 

On tłustej kompleksyi

I tchu krótkiego. Hamlecie, masz chustkę,

Obetrzyj sobie czoło;

(Józef Paszkowski, 1895)[9]

 

On tłusty; tchu mu już nie staje.

Weź moją chustkę; otrzyj sobie czoło.

(Leon Ulrich, 1895)[10] 

Niektórzy próbują kondensować ten obraz: 

Tusza tchu mu skąpi. —

Weź moją chustkę, niech ci skroń ochłodzi.

(Krystyn Ostrowski, 1870)[11] 

Także XX-wieczni tłumacze podążają tym tropem: 

Otyły jest i tchu mu brak. Hamlecie,

weź chustkę moją, otrzyj czoło.

(Andrzej Tretiak, 1925)[12] 

Tłumacz opatruje ów fragment intrygującym komentarzem: 

 Otyły jest – z tych słów wielu krytyków niemieckich rysowało portret zewnętrzny Hamleta. Prawdopodobnie jednak jest to tylko podyktowana względami scenicznymi wstawka; Burbage, który grał rolę Hamleta, był rzeczywiście otyły, jak świadczą aluzje do tej okoliczności w wierszach pośmiertnych na jego cześć. Szekspirowi chodziło o zatarcie wrażenia – do pewnego stopnia komicznego – jakie mógł wywołać otyły aktor, zmuszony wykonywać szybkie ruchy fechtunku. W każdym razie nie ma racji uważać Hamleta za smukłego romantycznego młodzieńca.[13] 


I jeszcze parę innych przykładów: 

Hamlet za tęgi, oddechu krótkiego.

Obetrzyj czoło tą chustką! (rzuca chustkę)

(Zdzisław Skłodowski

i Józef Skłodowski,  1935)[14]

 

Jest tęgi. Krótki ma oddech. Hamlecie,

Weź moją chustkę i otrzyj swe czoło.

(Roman Brandstaetter, 1957)[15]

 

Jest nazbyt otyły

I oddech krótki ma. – Hamlecie, otrzyj

Czoło mą chustką;

(Maciej Słomczyński, 1982)[16]

 

Zadyszał się.

Jest tęgi.

Masz tu, Hamlecie, chusteczkę.

Otrzyj sobie czoło.

(Jerzy Sito, 2002)[17] 

W tłumaczeniu Juliusza Kydryńskiego z 1987 roku fragmentu tego brak, bo brak go w wersji oryginału (Quarto 1603), która posłużyła za podstawę przekładu.

Nie brakowało jednak tłumaczy, których „tłusty” Hamlet jakoś przecież uwierał i którzy próbowali tę jego tuszę albo w ogóle przemilczeć, albo zręcznie zagadać: 

Jak się zadychał! cieknie pot gęście. —

Chustkę masz synu, otrzyj swe czoło:

(Ignacy Kefaliński [I. Hołowiński], 1839)[18] 

Tu chyba po raz pierwszy – a więc bardzo wcześnie! – w polskich przekładach Hamleta pot zastępuje tłuszcz. Nie inaczej będzie u Władysława Tarnawskiego (1955): 

On się spocił i zadyszał.

Hamlecie, masz tu chustkę, otrzyj czoło.[19] 

Również Tarnawski opatruje swój przekład przypisem: 

On się spocił i zadyszał: He’s fat and scant of breath. Tłumacz przyjął poprawkę proponowaną przez niektórych filologów: hot — „spocony” zamiast fat — „otyły”. Istnieje mniemanie, że przymiotnik: fat dodano ze względu na Richarda Burbadge’a, który grał rolę Hamleta, a był otyły.[20] 

Ryszard Długołęcki  (2021) przekłada trochę wymijająco: 

On ma większą wagę,

Ciężej oddycha. – Hamlecie, weź moją

Chustkę i otrzyj pot.[21] 

Z fantazją prześlizguje się nad zagadką tłustego księcia Danii Jarosław Iwaszkiewicz (1954): 

On się nie ćwiczył tak dawno i dyszy.

Hamlecie, otrzyj czoło moją chustką.[22] 

Notabene znajdzie naśladowcę właśnie w Barańczaku („mało ćwiczył”). Jak zobaczymy dalej, niedostatek „ćwiczeń” nie jest wynalazkiem żadnego z obu tłumaczy – to pomysł dość stary. I dający do myślenia. 

„Precz z tłustym Hamletem!” 

„Niechętnie fechtuje, pot spływa mu z twarzy, a królowa mówi: «Jest tłusty, niech zaczerpnie oddechu». Czyż można go sobie inaczej wyobrazić niż grubasa o jasnych włosach? Szatyni bowiem rzadko są tacy w młodości. Czyż jego chwiejna melancholia, jego miękki smutek, jego aktywne niezdecydowanie nie pasują lepiej do takiej postaci, niż gdyby pani wyobraziła sobie smukłego młodzieńca o brązowych lokach, od którego oczekuje się więcej zdecydowania i energii? – tak o Hamlecie wyraża się tytułowy bohater Lat nauki Wilhelma Meistra Goethego.  Ta charakterystyka wywołuje żywą reakcję jego rozmówczyni: „Psuje mi pan wyobrażenie – zawołała Aurelia. – Precz z tłustym Hamletem!”[23].

Ten dialog doskonale streszcza istotę sporu toczącego się w szekspirologii i na jej obrzeżach od co najmniej dwóch i pół wieku. Aurelia nie jest w swoim sprzeciwie osamotniona. „Nie podoba mi się wyobrażenie tłustego Hamleta”, wyznaje w czerwcu 1891 szczerze i lapidarnie niejaki „Dr. W. J. Rolfe”, redagujący dział „Shakespaeriana” w nowojorskim „The Critic”[24]. A James Russell Lowell zauważa sentencjonalnie: „Tłusty Hamlet jest równie niewyobrażalny jak chudy Falstaff”[25]. Z kolei Miguel de Unamuno posłuży się w swym „eseju ikonologicznym” o Don Kichocie, El caballero de la triste figura, analogią równie sugestywną: „Któż wyobraża sobie albo maluje Hamleta jako tłustego. [...] I któż by rozpoznał Sancho [Pansę], gdyby go namalować z długimi nogami?”[26]

Niewykluczone, że to właśnie Lowell, autor popularnych niegdyś Old English Dramatists, jest źródłem – a przynajmniej najskuteczniejszym propagatorem – koncepcji marnie wytrenowanego, „mało ćwiczącego” Hamleta, zaadaptowanej tak ochoczo przez Iwaszkiewicza i Barańczaka: „Wolno mi tu chyba, na marginesie, stwierdzić, że to zdanie [„He’s fat and scant of breath” – przyp. T. Z.] znaczy po prostu: «Długo nie trenował», jak powiedzielibyśmy dzisiaj”[27]. Zauważmy tu – również „na marginesie” – że dla takiego „tłumaczenia” w samym tekście brak jednoznacznych podstaw. Wręcz przeciwnie: Gdy Ozyryk przynosi Hamletowi wyzwanie na pojedynek z Laertesem, a Horacjo przestrzega go przed prawdopodobną przegraną, książę wyznaje: „Od czasu jego [Laertesa, przyp. T. Z.] wyjazdu do Francji ćwiczyłem szermierkę systematycznie” (B 388). Oczywiście, można argumentować, że Królowa nie musiała o tym wiedzieć, ale przecież pierwsze sukcesy Hamleta w pojedynku nie wskazują wcale na brak treningu. Interpretacja taka wydaje się dlatego jedną z – rozpaczliwych – prób „odchudzenia” melancholijnego królewicza. Choćby i wbrew tekstowi.

Skąd ta usilna wola „rozbrojenia” nieszczęsnego okrzyku Gertrudy? Nietrudno odgadnąć. Zadumany nad nędzą ludzkiej egzystencji Hamlet stał się po romantyzmie, jak to błyskotliwie wyraził Jean Paul Richter w Vorschule der Ästhetik, „ojcem wszystkich Werterów”[28], błąkających się smętnie wśród jesiennych krajobrazów. Dziś dodalibyśmy zapewne: wszystkich melancholików. Bo Hamlet jest też patronem cierpiących na depresję, a na rynku polskim uczynił go nim m. in. sam Antoni Kępiński w swojej Melancholii (wcześniej jeszcze Zygmunt Freud zilustrował na jego przykładzie „kompleks Edypa”, ale to trochę inna ścieżka mitu). A „hamletyzowali”, „werteryzowali” i „melancholizowali” głównie literaci – zdaniem Tonio Krögera z opowiadania Thomasa Manna Hamlet to też „typowy literat”[29] – dysponujący na ogół, podobnie jak duński książę, sporą ilością wolnego czasu, częściej wszakże – tak ich sobie przynajmniej wyobrażał Adam Naruszewicz – chudzi niż tłuści. Ci zaś nie chcieli, by ktoś „psuł im wyobrażenie”. Nawet jeśli czasem mieliby ochotę pobyć sobie takim właśnie dobrze odżywionym duńskim księciem: „Jestem w nastroju hamletycznym – wyznaje 29 sierpnia 1885 roku niemiecki poeta Detlev von Liliencron w liście do jednego z przyjaciół. – Ale Hamlet, Hamlet, ach, ten tłusty Hamlet – nie miał długów ani trosk materialnych. Jakież to musi być miłe być sobie troszkę Hamletem”[30]. Jakkolwiek by było: poczynając od wieku XIX (co najmniej) w oczach widzów i czytelników hamletyzowanie i nadwaga współgrają ze sobą nie najlepiej, są – jeśli wolno się tak wyrazić – słabo „kompatybilne”. W roku 1874 H. A. Kennedy w swoich rozważaniach nad tuszą Hamleta przytoczył opowieść pewnego odtwórcy tej roli, który poważnie potraktował słowa Królowej i, choć sam raczej szczupły, wypchał swój kostium tak, że nabrał „proporcji Falstaffa”. Efekt był piorunujący, ale nie całkiem chyba zgodny z planem artysty: Ledwie wypowiedział on sławną kwestię: 

Gdyby ten balast przyziemnego ciała

Mógł się rozpłynąć, rozwiać w lotną rosę (I, 2, B 256), 

publiczność salwami śmiechu spędziła go ze sceny[31]. I tak już jest: gruby Hamlet staje się postacią niezamierzenie (albo i zamierzenie) komiczną. 

Wątpię – pisał George Orwell – żeby ktoś, kto zawsze był grubasem, ktoś, kogo nazywali „Pulpet”, odkąd zaczął chodzić, doświadczał kiedykolwiek prawdziwie głębokich uczuć. No bo i jak? Przecież taki osobnik nie może nawet zostać postacią tragiczną, ponieważ tam, gdzie są grubasy, nie ma miejsca na tragizm, lecz tylko na komizm. Wyobraźcie sobie na przykład otyłego Hamleta! Albo Flapa w roli Romea”.[32] 

A Richard Klein w Eat fat konstatuje: 

Tłusty Hamlet jest śmieszny. – Dlaczego? Ponieważ wolimy jego heroiczne wahanie wiązać z motywami szlachetnymi, nie zaś z przyziemną ociężałością tłustego ciała. Jest czymś zabawnym myśl, że przyczyną jego inercji może nie być nic innego jak tylko «niezdecydowany czy limfatyczny [tzn. ociężały, przyp. T. Z.] temperament», który przypisujemy otyłym. Wszystkie słowa o zemście na zabójcy ojca roztapiają się w bezwładzie jego otyłości. Tłusty Hamlet wytwarza sprzeczność między żywą chyżością jego błyskotliwych refleksji a masywnością jego zasapanej tuszy”[33]. 

Z „tłustym Hamletem” coś trzeba zrobić. Cokolwiek.



Pomysłów na uporanie się z ambarasującym he’s fat Getrudy nie brakuje. Wyjaśnienie najprostsze to chochlik drukarski. W czasach Szekspira książki nie przechodziły przecież normalnej procedury redakcyjnej i korektorskiej, teksty dramatów zapisywano czasem „na dziko” podczas spektakli (przypomina to dzisiejszą praktykę pirackiego nagrywania na sali kinowej nowych filmów za pomocą telefonów komórkowych), posługując się prymitywną, nieujednoliconą stenografią, a zecer musiał później mozolnie odcyfrowywać te gryzmoły i rozwijać zawarte w nich skróty. Łączono wreszcie ze sobą różne wersje tekstu i wydania, co wytwarzało dodatkowy chaos. Może więc zamiast fat chodziło o hot, jak przypuszczał m. in. Elmer Edgar Stoll[34]. Albo o faint, jak zasugurował J. Dixon[35]. A może fat to skrót od fatigate? Taką lekcję tego fragmentu zaproponował w 1898 roku F. P. Westenholz, argumentując nadto, że dopiero tak uzupełniona fraza: 

He’s fatigate and scant of breath 

nabiera „nienagannej formy metrycznej”. A Szekspirowi zdarzało się, dowodzi, opuszczanie „d” w imiesłowach, np. w Coriolanie: 

his doubled spirit

Requicken’d what in flesh was fatigate.[36] 

Jeszcze inną propozycją było zastąpienie fat przez flat, słowo tłumaczone w tym wypadku jako „zmęczony”[37].

Zdarzały się rozwiązania zagadki świadczące o niemałej kreatywności ich twórców.  „Konstytucja cielesna Hamleta – spekuluje w 1881 roku Edward Payson Vining – wydaje się równie kobieca jak jego umysł. Hamlet jest drobny i delikatny, na co wskazuje fakt, że nie potrafi sobie wyobrazić większego przeciwieństwa niż to między nim a Herkulesem”[38], a okrzyk Królowej w V akcie dowodzi, że „był przynajmniej trochę pulchny”. Długiej mowy krótki sens: Hamlet była kobietą![39] No ale skoro kobietą była Kopernik… (W każdym razie polecamy ten koncept uwadze Pani Mai Kleczewskiej). Samuel Tannenbaum z kolei wyraża domniemanie, że słowa Gertrudy odnoszą się nie do Hamleta, lecz do… Laertesa[40]. Jeszcze inną propozycję zgłasza Leslie Hotson. Czy fat – pyta w 1952 roku na łamach „The Spectator” – nie mogłoby oznaczać full-fed, a więc nie „tłusty”, a jedynie „najedzony do syta”? I powołuje się na Biblię Króla Jakuba, gdzie łacińskie ut comederetis przetłumaczono jako to make yourselves fat. Co więcej, Hamlet zostaje wyzwany na pojedynek wieczorową porą, można więc założyć, że zjadł właśnie małe co nieco, w przeciwieństwie do Laertesa, który w ten sposób ma nadzieję zyskać przewagę nad ociężałym przeciwnikiem. Wszystko układa się przy tym w idealną symetrię: w końcu Hamlet senior też został prawdopodobnie zgładzony po obfitym obiedzie, który zamierzał przetrawić podczas owej feralnej drzemki w ogrodzie. Teraz Klaudiusz w analogiczny sposób chce się pozbyć juniora, znów wykorzystując stan błogiej sytości ofiary[41]. Trudno rozstrzygnąć, czy to pomysł formułowany całkiem serio czy raczej przykład wyrafinowanego angielskiego humoru rodem z Monty Pythona. Ale: se non è vero, è ben trovato.

Nawiasem warto tu odnotować inny jeszcze „kulinarny” pomysł na tłustego Hamleta.  W powieści Georga Brittinga Żywot męża opasłego zwanego Hamletem[42] tytułowy bohater, już nie korpulentny, ale wręcz monstrualnie otyły (gdy nikt nie patrzy, podtrzymuje potężne brzuszysko, jakby to było dziecko), wykorzystuje swoje warunki fizyczne do zemsty na królu. Po zwycięstwie nad Norwegami – zwycięskim wodzem jest właśnie Hamlet – monarcha wydaje uroczysty bankiet. Zauważa przy tym, że pasierb jest tego dnia wyjątkowo mu życzliwy. Pragnie to wykorzystać, by wreszcie się z nim pogodzić. Ale ta życzliwość to podstęp. Hamlet wciąż nakłada stryjowi na talerz nowe kawałki mięsiwa, sam zresztą też racząc się obficie najrozmaitszymi przysmakami. Klaudiusz nie śmie odmówić, choć oczywiście w tym wyścigu obżarstwa nie ma z bratankiem najmniejszych szans i ostatecznie umiera z przejedzenia.  

Palmę pierwszeństwa w tych poszukiwaniach dzierży jednak niewątpliwie koncepcja Hamleta spoconego. W tym duchu „poprawiono” zresztą i w Niemczech nawet uświęcony tradycją przekład Augusta Wilhelma Schlegla: 

z: Er ist fett und kurz von Athem,

na: Er ist heiß und außer Atem

albo: Er ist in Schweiß und außer Atem[43]. 

Ta koncepcja wydaje się nasuwać sama przez się, zwłaszcza w połączeniu ze wzmianką o chusteczce podawanej synowi przez Gertrudę.

Pojawiają się tu jednak i pewne trudności. Na najważniejszą zwrócił w kwietniu 1952 roku uwagę Arthur Dickson[44]. Dickson rekapituluje długą listę brytyjskich i niemieckich autorów proponujących takie rozwiązanie, stwierdza jednak zarazem, że żaden z nich „nie przedstawił pochodzącego z tamtych czasów cytatu jasno potwierdzającego użycie tego przymiotnika w takim znaczeniu”. Sam Dickson tryumfalnie taki dowód przytacza: fragment z wydanego w 1608 roku dziełka Richarda Johnsona Seven Champions of Christendom, gdzie w rozdziale poświęconym św. Antoniemu Padewskiemu czytamy: “The sweat of the Gyants browes ran into his eyes, and by the reason that he was so extreame fatte he grew so blinde that he could not see to endure combat with him any longer”. Czy jednak fatte nie może tu oznaczać po prostu tuszy powodującej nadmierną potliwość?

John Dover Wilson w objaśnieniach do swojego wielokrotnie wznawianego wydania Hamleta[45] przytacza na poparcie tezy o „spoconym Hamlecie” jeszcze dwa inne przykłady, a to z dzieł samego Szekspira.  

Ned, prithee, come out of that fat room, and lend me thy hand to laugh a little

(1 Henry IV, II, 4), 

co Stanisław Barańczak tłumaczy: 

Wyjdźmy, Edziu, z tego zaduchu i trochę się razem pośmiejmy[46]. 

Przykład drugi wydaje się co najmniej dwuznaczny: 

[…] how thou sweatest! come, let me wipe thy face (2 Henry IV, II, 4). 

mówi Lola do – tłustego – Falstaffa. Barańczak tłumaczy: 

Ależ się spociłeś, biedny głuptasku! Chodź, obetrę ci twarz[47]. 

Zauważmy jednak: choć sytuacja jest podobna: pojedynek szermierczy, pot ściekający walczącemu z twarzy, to jednak pada tu słowo sweat, „pocić się”, nie fat – co dałoby się zinterpretować właściwie jako argument przeciwko utożsamieniu obu wyrażeń. Także fat room można odczytywać na różne sposoby, jako pomieszczenie „duszne”, w którym człowiek zapewne może się spocić, ale to skojarzenie dość odległe.

M. P. Tilley[48] w swoich Two Shakespearean Notes z 1925 roku zwraca uwagę na okoliczność, że w czasach Szekspira powszechna była wiara, iż „pot to [stopiony] tłuszcz wydzielany przez ciało”. I ilustruje to rozmaitymi cytatami, na przykład z Poems Johna Clevelanda: 

                                               And when he had squeez’d her and gaum’d her until

                                               The fat of her face ran down like a mill[49] 

Tilley wskazuje również na dający do myślenia fragment z Jak wam się podoba (III, 2) samego Szekspira, gdzie Touchstone stwierdza, że: „the grease of a mutton is as  wholesome as the sweat of a man”. W przekładzie polskim Leona Ulricha fragment ten brzmi: 

KORYN: […] Ciągle macamy owce, a owcze skóry, jak ci wiadomo, są pełne tłuszczu.

PROBIERCZYK: A czy się nie pocą dworzanie? A barania tłustość czy nie tak zdrowa jak pot ludzki?[50] 

Nietrudno wszakże zauważyć, że mowa tu raczej o pewnej równoległości obu substancji niż o ich „tożsamości”. I tu aż się prosi wyrwać z kontekstu dalszy ciąg tego cytatu i potraktować go jako komentarz do toku rozumowania Tilleya: „Lichy dowód, lichy dowód! Szukaj lepszego”.

Nawet gdyby jednak przyjąć, że sweat  i fat to – w pewnych wypadkach – jedno i to samo, to przecież nie jest wcale oczywiste, o jakiego rodzaju „pot” mogłoby tu chodzić.  W eseju zatytułowanym, rzecz jasna, Is Hamlet fat? Isaac Butler[51] konsultuje się w tej sprawie z Johnem-Paulem Spiro, szekspirologiem z uniwersytetu Villanova w Pensylwanii. Spiro zestawił 80 fragmentów z dramatów Szekspira, w których występuje słowo fat i stwierdził, że zaledwie dwa mogłyby pośrednio wskazywać na jakiś związek z potem. Najprawdopodobniej, przypuszcza, mowa tu jednak o substancji, jaką wydziela z siebie gotowane tłuste mięso. „Nawet w czasach elżbietańskich – konkluduje Spiro – nikt nie powiedziałby: »Poszedłem pobiegać i teraz jestem fat«”.  Jakkolwiek by rzecz wykręcać, Hamlet wciąż nie może się pozbyć swojej „tłustej kompleksyi”. 

Nie możemy zignorować – zauważa Allardyce Nicoll – stosunku samego Szekspira do postaci Hamleta. Dla niego Hamlet jest «tłusty», a gdy musi wydatkować zbyt wiele energii, także «zadyszany». […] Musimy przyjąć jego słowa w ich literalnym sensie.[52]  

Wyobrażenie florecisty smukłego, acz mocno spoconego wskutek niedostatecznego treningu wydaje się oparte na bardzo wątłych podstawach, wytworzonych głównie przez myślenie życzeniowe. Dramatyczny okrzyk Aurelii odbił się w szekspirologii nader szerokim echem, ale swego celu chyba nie osiągnął. 

A może jednak tłusty? 

Partia Wilhelma Meistra, stronnictwo fanów tłustego Hamleta, ani myśli bowiem składać broń. I ma za sobą argumenty, których zlekceważyć nie sposób – przede wszystkim argumenty wyprowadzone z samego tekstu.

Gdy Ofelia opowiada ojcu o wizycie Hamleta w jej komnacie (II, 1), mówi: 

He raised a sigh so piteous and profound

As it did seem to shatter all his bulk. 

Tłumacze na ogół obchodzą to bulk szerokim łukiem, bo też słowo to może sugerować jednak pewną masywność ciała. Podobnie jak w Henryku VIII, gdzie kardynał Wolsey zostaje opisany tak: 

That such a keech can with his very bulk

                Take up the rays o’ the beneficial sun

                And keep it from the earth, 

co Zofia Siwicka tłumaczy. 

Dziw, że ta bryła sadła może sobą

Zasłaniać zbawcze promienie słoneczne

I nie dopuszczać do ziemi.[53] 

„Bryła sadła” to oczywiście keech, ale bulk pojawiające się w tym sąsiedztwie raczej nie oznacza jedynie „ciała” jako takiego, lecz raczej „masywne cielsko”, zdolne zagrodzić drogę promieniom słonecznym. 

Nie przypadkiem też chyba Król tuż przed pojedynkiem Hamleta z Laertesem obiecuje: 

The King shall drink to Hamlet’s better breath, 

co mogłoby wskazywać na częstsze astmatyczne kłopoty młodego księcia (chwilę potem Królowa wypowie owo scant of breath). Laura Keyes we wspomnianym wyżej szkicu zwraca uwagę na fakt, że w czasach elżbietańskich, inaczej niż w romantyzmie, melancholię i apatię łączono raczej z otyłością i właśnie – dobrze z nią korespondującym – krótkim oddechem, spowalniającym, jak wówczas wierzono, chłodzenie serca, co miało prowadzić do smutku i unikania ludzi, a zatem sprzyjać wygłaszaniu monologów[54].

Wszystko to każe potraktować okrzyk Królowej, zgodnie z zaleceniem Nicolla, całkiem dosłownie: fat  to po prostu fat i nic więcej, tak jak fat friar w Dwóch panach z Werony to – wedle przekładu Stanisława Koźmiana – całkiem zwyczajnie „opasły mnich”[55], nie zaś „spocony zakonnik”, który zaniechał regularnego joggingu.

Pozostaje jednak wciąż niepokojące pytanie: Co mogłoby skłonić Szekspira do takiego „narysowania” tytułowego bohatera tragedii? Doświadczenie życiowe uczy, że najbliższe prawdy są zwykle wyjaśnienia najprostsze. Stanisław Barańczak wyraża przekonanie, że „hipoteza Burbage’a” została „odłożona na półkę”. Czy aby nie przedwcześnie? Na pewno odłożył ją na półkę wspomniany wyżej John Dover Wilson, który w swoich przypisach do Hamleta, a później w obszernym, wielokrotnie wznawianym komentarzu do dramatu What Happens in Hamlet opowiada się zdecydowanie za Hamletem „spoconym”, a tezę tę ma wspierać także „jego niechęć do picia”, na co można wszak odpowiedzieć, że przecież gdyby książę jednak się napił – zatrutego wina – sztuka musiałaby się zakończyć zaraz potem. Wilson dodaje: „Wyobrażenie, że fat odnosi się do domniemanej tuszy Burbage’a jest absurdalne […], ponieważ gdyby aktor był w 1601 roku rzeczywiście nadmiernie otyły do roli «młodego Hamleta», to ostatnią rzeczą, jaką by Szekspir uczynił, byłoby zwracanie na to uwagi”[56]. 

Richard Burbage

Nie jest to argument zniewalający. Tuszy ukryć się nie da. Niewykluczone więc, że i publiczność elżbietańska mogła mieć jakiś kłopot ze stu kilogramami żywej wagi, wyrażającymi tęskną chęć rozwiania się w poranną rosę. W tych okolicznościach nie można było przecież udawać, że Hamlet to młodzian smukły i wysportowany, lepiej było raczej „zalegitymizować” tę jego otyłość na scenie, nazywając rzeczy po imieniu – takie uzasadnienie podawał już w połowie XIX wieku John Payne Collier w swoich Memoirs of the Principal Actors in the Plays of Shakespeare i sugerował cytowany wyżej Andrzej Tretiak.  Collier przytacza również elegię napisaną przez anonimowego autora na cześć Burbage’a po jego śmierci w 1618 roku. Pojawia się w niej, rzecz ciekawa, właśnie dosłowny cytat z okrzyku Gertrudy w V akcie: 

No more young Hamlet, though but scant of breath,

Shall cry “Revenge!” for his dear father’s death.[57]

 

Nikt już Hamleta młodego, choć tak ciężko dyszy,

Jak woła „zemsta!” za ojca, więcej nie usłyszy. 

Pospekulujmy i my: Nie można wykluczyć, że pewną rolę odegrały tu przyczyny czysto techniczne.  W drugiej scenie V aktu Hamlet ma już za sobą zapasy z Laertesem w grobie Ofelii, jest właściwie od dłuższego czasu bez przerwy na scenie, ma prawo być spocony, ale nie ma przecież prawa wycierać się chustką – jak to czynił podczas swoich występów tenor Pavarotti. Trzeba znaleźć jakiś pretekst, by mu usunąć z czoła pot zalewający oczy. A zalewa mu te oczy, ponieważ jest fat and scant of breath, co i tak widać i słychać, więc cóż szkodzi otwarcie o tym wspomnieć, uzasadniając matczyną ingerencję Gertrudy.

Za tezą Colliera przemawiałoby coś jeszcze. W Juliuszu Cezarze (I, 2) Szekspir każe tytułowemu bohaterowi wypowiedzieć takie oto słowa: 

Życzyłbym sobie, by mnie otaczali

Ludzie otyli, przyczesani gładko.

(Let me have men about me that are fat/ Sleek-headed men)

Po których widać, że zdrowo śpią w nocy.[58] 

Być może i tu autor próbował „legitymizować” puszystego Burbage’a w roli młodego Brutusa, którą aktor często ponoć grywał[59].

Do rozważenia byłoby tu jeszcze jedno możliwe wyjaśnienie. W roku 1921 angielska pisarka Lilian Winstanley opublikowała książkę zatytułowaną Hamlet and  the  Scottish  Succession. Dowodziła w niej, że postać Hamleta wzorowana była na królu Jakubie I, synu Marii Stuart i następcy królowej Elżbiety. Zawodowi szekspirolodzy nie zostawili na hipotezach Winstanley suchej nitki i jej rozprawka szybko poszła w zapomnienie. Rzeczywiście, niektóre budowane przez nią analogie wydawały się mocno naciągane (jak choćby rzekome podobieństwo między Szkocją z czasów młodości Jakuba a Danią Hamleta), ale niektóre dają do myślenia. Podobnie jak ojciec Hamleta także ojciec Jakuba, Henryk Stuart, lord Darnley, padł w 1567 roku ofiarą zamachu, a jego matka, Maria Stuart, tak jak Gertruda, poślubiła niedługo później domniemanego mordercę męża, Jamesa Hepburna, hrabiego Bothwel. Podobnie jak rodzice Jakuba także rodzice Hamleta są katolikami (Hamlet senior wspomina jako duch, że zmarł bez spowiedzi, komunii i ostatniego namaszczenia), on sam zaś – jak Jakub – prawdopodobnie protestantem (studiuje w luterańskiej Wittenberdze). Pierwszy mąż Marii Stuart, Franciszek II, zmarł na ropień usytuowany w… uchu, ale – jak pisze Winstanley – „powszechnie powtarzano plotkę, jakoby spowodowany on został przez truciznę do tegoż ucha mu wsączoną”. Jakubowi przypisywano stwierdzenie: „Nie dziwię się tak bardzo, że kobiety się malują, dziwię się raczej, że mężczyźni kochają je tak wymalowane”. Przypomina to nieco słowa Hamleta skierowane do Ofelii: „Wiem też niemało o tym, jak się malujecie. Bóg dał wam jedną twarz, a wy dorabiacie sobie drugą” (III, 1, B 310). I wreszcie wygląd zewnętrzny obu. Hamlet – zauważa Winstanley – opisany został przez królową „jako tłusty […] Jakub także był otyły. «Był średniego wzrostu – powiada sir Antony Weldon [(1583–1648), domniemany autor The Court and Character of King James I, przyp. T. Z.] – korpulentny bardziej przez swoje szaty niż w rzeczywistości, wszelako jego ciało było dość tłuste»”[60].

Szekspir należał co prawda do stronników Jakuba, ale czy to oznacza, że mógł się oprzeć pokusie wprowadzenia do swojego dramatu paru aktualnych aluzji politycznych – każda publiczność lubi wszak takie „smaczki”. To z całą pewnością nie jest najważniejszy trop w tej historii, ale wspomnieć o nim wypada. 

Filozofujący chudzielec czy zblazowany tłuścioch? 

Poczynając od czasów romantyzmu, który tak naprawdę odkrył Szekspira jako dramaturga (postrzeganego odtąd raczej jako filozof bawiący się dramatem), Hamlet stał się w kulturze europejskiej postacią mityczną, ucieleśniającą intelektualistę, którym nieustannie targają rozmaite rozterki, który – innymi słowy – wciąż „hamletyzuje”: skrupulatnie rozważa wszystkie za i przeciw, wznosi się na wyżyny myśli, by za chwilę sondować także najtajniejsze głębie uczuć.  A gdy, odziany w czarny płaszcz, zbłądzi nocą na cmentarz, nie omieszka również wygłosić kilku poruszających sentencji o marności tego świata. Nie dziwi zatem, że kogoś takiego nachodzi i szlachetna wątpliwość, czy warto w ogóle „być” – może lepiej nie, ale z drugiej strony: kto wie, czy dobrze też „nie być”. To wszystko sprawia, że taki myśliciel słabo się sprawdza w działaniu, a przynajmniej bywa w tym działaniu nad wyraz powolny – sklejenie włosa podzielonego na czworo zajmuje w końcu trochę czasu.

Ten proces mitologizowania Hamleta dość trafnie podsumował Carl Schmitt w wykładzie wygłoszonym w styczniu 1957 roku w Akwizgranie, a zatytułowanym oczywiście: Hamlet jako postać mityczna współczesności: 

Widzimy […] odzianego na czarno księcia, który otrzymuje i bierze na siebie wielkie zadanie, ale zamiast podjąć jakieś działania, oddaje się rozmyślaniom i filozofowaniu; który cierpi z powodu samego siebie i swojego otoczenia, do bliźnich odnosi się z wyniosłą ironią, w monologach zadręcza się wyrzutami kierowanymi pod własnym adresem, aż wreszcie bieg wydarzeń ściąga nań katastrofę. Innymi słowy: widzimy kogoś, kogo można nazwać typowym intelektualistą. Tym, co tu typowe, jest dysproporcja między myśleniem a czynem, paraliż będący następstwem nieustannych rozmyślań i autorefleksji, wyniosła inteligencja i ironia, połączona z niemocą wobec rzeczywistości. W taki to sposób Hamlet Szekspira stał się mityczną postacią europejskiego intelektualisty.[61] 

Rzecz w tym, że ten obraz nieporadnego w działaniu, nieco znerwicowanego myśliciela w samej akcji dramatu znajduje oparcie dość słabe.  Hamleta warto czytać tak, jak to radził czynić Stanisław Wyspiański: „Komentarzy do Hamleta nie czytywałem, bo jeśli już miałem co czytać, co miało wspólność z Hamletem, to wolałem czytać Hamleta i – myśleć”[62]. Czytelnik, który pójdzie za tą mądrą radą, nie będzie mógł wyjść ze zdumienia. Skąd właściwie ten pomysł z Hamletem nieustannie się wahającym, „hamletyzującym” i niezdolnym do czynu? Jeśli ktoś na tym świecie „hamletyzował”, zamiast działać, to na pewno nie Hamlet. W apartamencie Gertrudy duński książę nie zastanawia się przecież: „dźgać albo nie dźgać”, tylko dźga zdecydowanie (i skutecznie), choć nie tego akurat, kogo dźgnąć zamierzał. Zaskakująco sprawnie radzi też sobie z ukryciem zwłok. Jeśli przy kaplicy powstrzymuje się od zgładzenia stryja, to nie dlatego, że brak mu stosownego zdecydowania, ale dlatego, że obawia się, iż zabijając go w tym momencie, wyświadczy mu raczej przysługę: rozmodlona ofiara pójdzie prosto do nieba. Zauważmy, że w tych głęboko chrześcijańskich sentymentach jest konsekwentny: gdy podmienia list wieziony przez Guildensterna i Rosencrantza (V, 2), zaznacza: 

Trzeba natychmiast i w trybie doraźnym,

Nie tracąc czasu na proces czy spowiedź,

Stracić obydwu oddawców. (B 381). 

Zemsta chrześcijańska nie zadowala się odebraniem wyłącznie życia doczesnego.

A skoro już jesteśmy przy owej podróży do Anglii. Co robi nasz Hamlet zaraz pierwszej nocy? Czuje pismo nosem – w tym wypadku całkiem dosłownie – i wstaje z łoża, by dobrać się do poczty wiezionej przez wysłanników królewskich (V, 2). I to nie zastanawiając się długo: 

Błogosławiona nagłość! Bywa nieraz,

Że nagły odruch przyniesie pożytek

Większy niż skrzętnie obmyślone plany. (B 380). 

Właśnie ten fragment przywołuje Kuno Fischer w swojej monografii o Hamlecie, by dowieść, że tytułowy bohater dramatu niewiele ma wspólnego z obiegowymi o nim wyobrażeniami: „Na próżno szukam Hamleta flegmatycznego, ociężałego, tłustego, niezdolnego do tworzenia planów, któremu raczej wypadałoby spać niż działać tak szybko, przemyślanie i konsekwentnie”[63].  Czy to sprawne działanie wyklucza nadwagę, to osobna kwestia.

Młody książę bardzo energicznie i przebiegle organizuje też przedstawienie, które daje mu ostateczną pewność co do winy Klaudiusza, a samego króla stawia w sytuacji co najmniej kłopotliwej i zmusza do żenującej rejterady.

Nie, Hamlet nie jest nieskorym do czynu, wiecznie się wahającym, melancholijnym intelektualistą. Jego historię da się opowiedzieć zupełnie inaczej: raczej jako historię rozkapryszonego, zblazowanego księcia, playboya i sybaryty – ta wersja zaś wcale nie wyklucza niejakiej skłonności do uciech stołu ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Ma trzydzieści lat (jak to wynika z wyznań Pierwszego Grabarza), ale przecież wciąż studiuje – najwyraźniej papa Hamlet nie widział powodów, by wdrażać syna w arkana sztuki rządzenia, może zresztą on sam nie przejawiał ku temu wielkiej ochoty. Dziś to rzadkość, ale starsi ludzie pamiętają takich wiecznych studentów, „po pierwszym zawale działaczy studenckich”, jak śpiewał w swoich lepszych czasach Jan Krzysztof Kelus, młodzieńców o niepokojącej już często wyporności. Z wittenberskiej beztroski wyrywa Hamleta śmierć ojca i nakaz zemsty na jego zabójcy. Hamlet – bez wielkiej ochoty – zabiera się przecież do dzieła, ale czyni to z iście studencką dezynwolturą, której pierwszą ofiarą będzie Poloniusz, może nie całkiem „Bogu ducha winny”, ale też niekoniecznie zasługujący od razu na uśmiercenie. Znamienne, że książę nie bardzo się przejmuje swoją pomyłką. Wystan Hugh Auden słusznie stwierdza, że Hamlet „okazuje zastanawiający brak emocji”[64], choć przecież chodzi w tym wypadku, było nie było, o ojca dziewczyny, do której smali cholewki – nie miał za to chyba racji Thomas Mann, przypisując mu w swoich Notesach – własną – „hiperestezję sumienia”[65].  

Hamlet nie przejmuje się, bo nie musi. Dwór, bynajmniej mu nie życzliwy, kierując się pragmatyką władzy, zrobi wszystko, by sprawę zatuszować. Hamletowi wolno po prostu więcej. Choć czuje na sobie brzemię obowiązku pomszczenia ojca, czyli uśmiercenia panującego monarchy – co, nie zapominajmy, nigdy nie jest przedsięwzięciem łatwym – znajdzie czas, by uwieść i porzucić dziewczynę pozostającą wobec niego w ewidentnej relacji zależności: on jest księciem, ona córką – wysokiej rangi, ale jednak tylko – dworzanina. Porzuca ją przy tym w sposób wyjątkowo odrażający (IV, 5): 

„Chociaż cię lubię, lecz nie poślubię,

Boś o swój wianek nie dbała”. (B 352) 

Wcześniej jeszcze, podczas zorganizowanego przez siebie spektaklu, kompromituje ją obleśnymi aluzjami, wobec których ona sama wydaje się całkiem bezbronna.

A jego filozoficzne monologi? Aforyzmy rzucane mimochodem, jakby od niechcenia? Wielokrotnie zwracano uwagę na intrygujący fakt, że te monologi są jakby oderwane od akcji dramatu, że mogłaby je wypowiedzieć w istocie dowolna postać w dowolnej innej sztuce Szekspira. Są przy tym na ogół nieznośnie banalne i płaskie, ale o tym ma się prawo mówić wyłącznie, gdy jest się co najmniej Lwem Tołstojem – wówczas wolno wyrazić pogląd, że „głębokie monologi i aforyzmy wypowiadane przez postacie Szekspira” nie zawierają żadnych „głębokich i świeżych myśli”, a powszechne nad nimi zachwyty to jedna ze „zdumiewających swoją bezmyślnością epidemicznych hipnoz”[66]. Mógł się z Tołstoja jego biograf Wiktor Szkłowski podśmiechiwać, pisząc, iż „ma Szekspirowi za złe, że wszyscy jego bohaterowie […] postępują tak, jak nie postępuje nikt na wsi rosyjskiej”[67], ale uwagi pisarza trudno uznać za całkowicie nonsensowne. Gdy się jest George’em   Bernardem Shaw, to wolno nawet napisać: 

Chwilami człowiek zadaje sobie z rozpaczą pytanie za jakie winy teatry nasze cierpieć muszą tę plagę, tego „nieśmiertelnego” złodziejaszka cudzych wątków i pomysłów, jego potwornie napuszoną retorykę, jego nieznośne banały, sztuczne sprowadzanie najsubtelniejszych problemów życia do komunałów, przeciw którym zbuntowałby się każdy politechniczny klub dyskusyjny, jego niewiarygodny brak daru sugerowania myśli, sentencjonalne zlepki szablonowych refleksji z całkowitą pustką intelektualną, wskutek czego nie może zamydlić oczu nawet ignorantom wśród publiczności, chyba że z namaszczeniem głosi tak już niebotyczny banał, iż słuchacz pokorniejszego ducha nie może uwierzyć, aby ten wielki człowiek naprawdę przemawiał jak jego rodzona babka[68]. 

Jest w tej charakterystyce Barda oczywiście sporo ironii i intelektualnej przekory, chęci sprowokowania czytelnika, ale z drugiej strony… Gdy zastanowić się głębiej, to sławną myśl, że „są rzeczy na ziemi i niebie” etc., można by usłyszeć także w kazaniu wiejskiego proboszcza, który nigdy Szekspira nie czytał, ale którego niepokoją racjonalistyczne ciągoty jego owieczek. Ale wtedy Wieszcz nie wybrałby jej sobie na motto II części Dziadów – obecność tego komunału w jednym z najsłynniejszych dzieł literatury światowej czyni go „aforyzmem”, który wolno już cytować na salonach „literatury wysokiej”.  I nie mylił się chyba bardzo niemiecki dramaturg Dietrich Grabbe, gdy w dziełku zatytułowanym nie przypadkiem O szekspiromanii, wyraził przypuszczenie, że „szerokie rzesze przywołują tę myśl tak często tylko dlatego, iż dzięki swej trywialności wklei się nawet w najbardziej prostacki umysł”[69]. Trudno też sobie chyba wyobrazić truizmy większe niż te, które książę Danii wypowiada nad czaszką Yorricka – refleksje nad „przemijaniem” zawsze obciążone są zresztą pewnym ryzykiem popadnięcia w banał.

Gdy jednak przyjąć, że mamy oto przed sobą nie tyle pogrążonego w depresji intelektualistę, ile raczej zmanierowanego królewicza, który w Wittenberdze rozsmakował się nieco w niemieckiej manii kompulsywnego filozofowania  i teraz lubi oglądać się (i słuchać!) w roli myśliciela, to te frazesy zaczynają nagle w konstrukcji dramatu nabierać nowego sensu, a jeśli połączyć je z nieporadnymi wierszydłami, którymi okrasza liściki do Ofelii, wszystko zaczyna się układać w dość spójną całość. Tyle że wówczas tracimy pewność, co właściwie oglądamy: tragedię czy komedię.  A Hamleta komicznego albo nawet tylko tragikomicznego rzeczywiście „nie ma racji – jak się wyraził Andrzej Tretiak – uważać […] za smukłego romantycznego młodzieńca”[70].

Ten komediowy potencjał Hamleta dostrzegł – chyba bardzo trafnie – anonimowy autor literackiego żartu zatytułowanego Szekspir Grimaldiego – niewielkiej broszury zawierającej jakoby zapiski popularnego komika Josepha Grimaldiego na temat inscenizacji dramatów szekspirowskich.  Autor ów próbuje sobie wyobrazić, „jak wielka uczta czeka publiczność”, która będzie miała szansę zobaczyć jakiegoś komika miotającego się po scenie, by odegrać ów absurdalny pojedynek szermierczy, sapiącego jak wieloryb”, oraz Laertesa biegającego za nim i „kłującego rapierem jego tłuste boki”. Śmiech wywołuje także w istocie – nie każdy szekspirolog gotów to przyznać wprost – końcowa scena dramatu: „Potem grymasy otrutych i śmierć wszystkich postaci – à la Bombastes – będą szczytem komizmu”[71] (Bombastes Furioso to tytuł popularnego pastiszu Williama Barnesa Rhodesa z 1810 roku, wyśmiewającego pompatyczny tragizm ówczesnych dramatów – także bohaterowie tej parodii giną jeden po drugim). 

Takie „uczty” nie zdarzają się jednak często. I nie wszyscy w nich gustują. Gdy sławny reżyser radziecki Konstantin Siergiejewicz Stanisławski, „dowiedział się o nieszczęsnej realizacji Hamleta w Teatrze im. Jewgienija Wachtangowa, gdzie reżyser przeinaczył Szekspira, zmieniając filozoficzną tragedię w parodię i farsę, beztrosko znęcał się nad tłustym Hamletem, pochłoniętym walką o tron, a Ofelię przedstawił jako pannę lekkich obyczajów, […] był pełen oburzenia i goryczy”[72]. Jego uczeń, Wasilij Toporkow, wspominał, że wysłuchawszy „opowieści o wystawieniu Szekspirowskiego Hamleta w jednym z moskiewskich teatrów, gdzie przepiękną postać myśliciela-filozofa przedstawiono w sposób komiczny, a poetyczna Ofelia z woli reżysera została zmieniona w ladacznicę, od razu przygasł, głęboko westchnął i rzekł ze smutkiem:

– No cóż, tutaj sztuka umarła”.

Tego dnia na zajęciach był szczególnie wymagający w stosunku do wykonawców, „stawiał żądania nie do wypełnienia, gniewnie atakował najmniejszy błąd albo objaw złego smaku. Był niekiedy surowy i niesprawiedliwy. Płaciliśmy za tych, którzy pastwili się nad geniuszem Szekspira”[73].

Obraz Hamleta melancholijnego, wygłaszającego podniosłe monologi pełne „głębokich” sentencji o kondycji ludzkiej okazał się znacznie bardziej sugestywny i trwały niż obraz Hamleta dziarsko wymachującego rapierem w sypialni Królowej czy zręcznie podrabiającego królewską korespondencję. To był obraz, mit, jakiego bardzo potrzebowali romantycy, zawsze chętni do cierpienia, ale nie zawsze gotowi „stawić opór morzu nieszczęść” (III, 1, B 307). Drugie dno tego mitu obnażył trafnie, a bezlitośnie wspomniany już wyżej Stanisław Wyspiański: 

Wszystkie więc pochwały i uwielbienia, przyznawane Hamletowi przez spory już kawał czasu, i tragiczne nad nim rąk załamanie – było uwielbieniem własnych słabości i tego „do niczego”, czego garść spora w każdej ludzkiej naturze leży i czego się wyzbyć niełatwo. Hamlet w tej interpretacji, jak go nam przekazywano i przykazywano, i nie tylko nam, ale mniej więcej wszędzie – był tą niezawodną pociechą dla tych – co żadnych nie mając zdolności, posiedli jednę: zdolność hamletyzowania; – dla tych, co naprawdę mając na swoje barki włożone wielkie nieraz zadania, nie potrafili nic, bo niewiele umieli; przeto nie na miano Hamletów zasłużyli, ale na miano ludzi niedołężnych, ludzi bez zdolności – ludzi, którzy w żadnych warunkach niczym innym by nie byli. Co gorzej: Hamlet stał się taką dawką trucizny – dla wszystkich umysłów mogących się rozwijać; trucizny – niezawodnej, streszczającej się w słowach, że: można być niedołęgą i być bohaterem równocześnie[74]. 

Hamlet nie jest „niedołęgą”, ale też nie jest materiałem na „bohatera”. A już na pewno nie na filozofa. Jest wciąż jeszcze młodym człowiekiem, któremu pozycja społeczna pozwala być zblazowanym playboyem, a przy tym wyniosłym, nie kryjącym swojej pogardy dla świata ironistą i który choć trochę już znudzony życiem, potrafi przecież korzystać z jego uroków. Okoliczności zmuszają go niestety do dość gwałtownej zmiany przyzwyczajeń, ale to nie oznacza, że książę odkryje w sobie żyłkę zbawcy świata.

Słusznie więc użalił się nad jego losem Heinrich Heine w Ludwigu Börne:

O nieszczęsny książę Danii! Natura przeznaczyła cię do tego, byś dni swego żywota pędził leniwie w szczęśliwej i tłustej kompleksji cielesnej, lecz oto świat wypada nagle z zawiasów, ty zaś musisz go na powrót na nich zawiesić! O biedny, grubiutki książę Danii![75] 

Mity mają twardy żywot. Właściwie raz narodzone, nie umierają nigdy. Nawet zdemitologizowane, „rozłamane”, jak rzecz nazywał Paul Tillich, wiodą nadal widmowy żywot w świadomości rodzaju ludzkiego. Także ten mityczny, niemrawy Hamlet, Hamlet „w miękkich pantoflach”, wierzący „w kryształowe pojęcia”, jak w Herbertowskim Trenie Fortynbrasa[76] – bez względu na to, jak ma się naprawdę do Hamleta w Hamlecie – zostanie z nami na zawsze. Mit jest rodzajem stereotypu, nakładką na Lebenswelt, świat życia, pozwalającą na jego szybkie uporządkowanie i zdefiniowanie jego składników – trudno przecież za każdym razem zaczynać „nazywanie” go od początku. Nie ma zatem w mitach i stereotypach nic złego, dopóki posługujemy się nimi nie zapominając o prawidłach myślenia krytycznego.  Mity bywają przy tym wieloznaczne i mogą służyć uzasadnianiu bardzo różnych wyobrażeń i treści. Jezus głosi przebaczenie i nawołuje do nieprzeciwstawiania się złu, ale przecież gdzie indziej oznajmia, że niesie nie pokój, tylko miecz, Faust może być postrzegany jako dobroczyńca ludu, oddający mu w użytkowanie nowe ziemie, ale można w nim zobaczyć także organizatora społeczności rządzonej totalitarnie. Z mitu można wyczytać (albo weń wczytać) niemal wszystko. Wedle potrzeby. Bo powiązanie mitu z własną argumentacją przydaje jej dodatkowej mocy. By utrzymać jakąś jego jedyną, wiążącą, kanoniczną i ortodoksyjną interpretację, potrzeba instytucji wyposażonej w bezwzględne uprawnienia władcze. A i to nie daje gwarancji wiecznego trwania takiej obowiązującej powszechnie wykładni. O instytucje tak uzbrojone zresztą coraz trudniej. A i  zmitologizowany książę Danii może nam tłumaczyć nasz „świat życia” zarówno w swej wersji anorektycznej, jak i bulimicznej. Kto wie, czy akurat dziś w tej drugiej nie będzie bliższy prawdy. 

Hamlet europejski 

„Przyszłość należy do człowieka żyjącego dniem dzisiejszym, którego umysł i «praktyczny rozsądek» zwrócone są na to, co najbliższe, użyteczne; należy do woli działania niezainfekowanej bezkrwistością myśli.  Nie tylko Niemcy, cała Europa jest Hamletem, Fortynbrasem jest Ameryka”[77]. Tak mówił Thomas Mann w wykładzie wygłoszonym 2 maja 1949 w Coolidge Auditorium Library of Congress w Waszyngtonie. Nie był to pomysł całkiem oryginalny. Już w 1918 roku Paul Valéry pisał w Kryzysie ducha: „Na olbrzymim tarasie Elsynoru, rozciągniętym od Bazylei do Kolonii, sąsiadującym z piaskami Newport, moczarami doliny Sommy, kredami Szampanii i granitami Alzacji – przed Hamletem europejskim stają dzisiaj miliony widm”. I oczywiście: ów „Hamlet europejski” był Hamletem z dawnego romantycznego mitu, „Hamletem-intelektualistą”, rozmyślającym „nad życiem i śmiercią prawd”[78]. 


Carl Schmitt

Podchwycił tę ideę Valéry’ego cytowany już wyżej Carl Schmitt (mało prawdopodobne, by znany mu był wykład znienawidzonego przezeń Manna). W swoim Glossarium pod datą 11 lipca 1956 zanotował: 

Hieroglif Świata Zachodniego:

1848: Niemcy to Hamlet

1918: Europa to Hamlet

1958: Cały Świat Zachodni to Hamlet.[79] 

I opatrzył ten wpis kunsztownym, hieroglificznym rysunkiem, który nazwał „krzywą Hamleta”.

Hamlet „europejski”, „Hamlet-intelektualista”, zainfekowany „bezkrwistością myśli” to naturalną koleją rzeczy Hamlet raczej szczupły, thin from eating flies, jak go opisuje William Butler Yeats w Statues: „chudy od jedzenia much”. Vievienne Koch tłumaczy te tajemnicze „muchy” z wieloznacznego poematu o „posągach” jako „roznoszące zarazę pasożyty intelektu”[80], wyrafinowane konstrukcje intelektualne, tworzone przez europejskich myślicieli.

Dzieje Hamleta jako symbolu wynikającej z nadmiaru refleksji niezdolności do praktycznego działania, nie tylko indywidualnej, ale i znamionującej większe formacje społeczne czy polityczne, zaczynają się jednak wcześniej: od Ferdynanda Freiligratha, niemieckiego poety, który „Hamletem” nazywał środowisko niemieckich demokratów przed rokiem 1848: 

Niemcy to Hamlet! Pośród ich bram

Posępnie, z powagą, wciąż milcząc uparcie,

Pogrzebanej wolności duch się snuje sam

I znaki daje strażnikom na warcie.

Wyniosła, w zbroi, nie chce iść precz,

Do kunktatora mówi, co nieufnie słucha:

„Bądź mym mścicielem, wyciągnij miecz!

Truciznę zdrajca mi wpuścił do ucha”.

 

Ten na nią patrzy i cały drży,

Aż prawdę pozna, straszliwą zgoła.

Chce być jej mścicielem, łaknie krwi –

Czy męstwa znaleźć dość w sobie zdoła?

Pierś mu ze stali śni się co noc,

Co żaden grot jej już nie skruszy,

Ale do czynu potrzebna moc,

Jemu zaś mężnej brakuje duszy! 

Pokusa, by nazwać „Hamletem” własny naród albo przynajmniej by poprzez Hamleta odczytywać jego losy, jest właściwie powszechna – wielu ludziom wydaje się, że społeczności, w których żyją, nie działają dość energicznie i zdecydowanie, a przecież chce się zarazem te ich domniemaną niemrawość wywieść z jakichś źródeł szlachetniejszej natury. Duch (młodszego) Hamleta towarzyszy polskim romantykom, przede wszystkim Słowackiemu (Kordian, Szczęsny Kossakowski w Horsztyńskim), ale powraca nieustannie i w Polsce powojennej[81]. „Także Polacy w XIX wieku pojmowali Hamleta jako swój symbol – pisze 18 czerwca 1959 roku Reinhard Koselleck do niezmiennie zainteresowanego postacią duńskiego księcia Carla Schmitta.  – Nie wiem już, który z polskich poetów narodowych ustanowił równanie «Polska to Hamlet». Próbuję się tego dowiedzieć”[82]. Tak dosłownie nie sformułował tego żaden, ale wszyscy chyba tak myśleli[83].


Ferdinand Freiligrath

Wiersz Freiligratha zawiera obrazy, które wszakże oddalają nas coraz bardziej od wyobrażenia Hamleta-anorektyka: 

W izbie do pieca dokładał drew,

Z księgą się w łoże kładł do snu

Teraz w nim wolno krąży krew,

Jest tłusty i wciąż brak mu tchu.

Z uczonych idej wieńce wił,

W jego myśleniu jest metoda,

Lecz w Wittenberdze za długo tkwił –

W aulach, a pewnie i w gospodach.[84] 

Jeśli zatem alegorią współczesnego europejskiego bezwładu decyzyjnego, europejskiej bezradności wobec rozmaitych Fortynbrasów miałby być Hamlet mityczny, „hamletyzujący”, niewiele mający wspólnego z oryginalnym, szekspirowskim, umiejącym się posłużyć i rapierem, i fortelem, to niech to jego hamletyzowanie będzie już raczej następstwem przerostu nie kory mózgowej, lecz tkanki tłuszczowej, zbyt wysokiego nie IQ, lecz BMI. Tak będzie chyba prawdziwiej – choć to oczywiście obraz, który owemu otłuszczonemu europejskiemu Hamletowi odbierze szansę bycia „niedołęgą i bohaterem równocześnie”. Z drugiej strony – paradoksalnie – może zawierać i jakieś ziarnko nadziei.   

W swojej monumentalnej Literature Steven Lynn proponuje pewien zarys interpretacji Hamleta, który ociężałości księcia Danii nie obraca może w bohaterstwo, ale nadaje mu przynajmniej rys pewnej „egzystencjalnej” powagi. Lynn zauważa mianowicie, że pierwsza wzmianka dająca się powiązać – pośrednio – z „tłustą kompleksyą” Hamleta znajduje się już w jego rozmowie z Duchem (I, 5), we fragmencie, który Barańczak tłumaczy tak: 

Zaprawdę, byłbyś gnuśniejszy niż zioła,

Co porastają senne brzegi Lety,

Gdyby tak straszny mord tobą nie wstrząsnął (B 271).   

Tu również tłumacz opuszcza przymiotnik „tłusty”. W oryginale bowiem wersy te mają brzmienie: 

And duller shouldst thou be than the fat weed

That roots itself in ease on Lethe wharf,

Wouldst thou not stir in this. 

(Notabene Paszkowski pisze w tym miejscu dość swobodnie o „najlichszym ziele”[85], Schlegel zaś precyzyjnie o „das feiste Kraut”[86]).

„Duch – stwierdza Lynn – w rzeczywistości łączy tłustość ze zwłoką [w dokonaniu zemsty – T. Z.], gdy mówi Hamletowi, że musiałby „być gnuśniejszy niż te tłuste zioła/ Co łatwo się zakorzeniają w brzegach Lety”, jeśli nie „pośpieszyłby się” (sweep) z pomszczeniem go”. Rzecz w tym, że Hamlet nie czuje się zdolny do podjęcia tego wyzwania: 

Ten czas jest kością wyłamaną w stawie –

Jak można liczyć na to, że ja ją nastawię? (B 277) 

A nie czuje się do tego zdolny właśnie przez swoją konstytucję fizyczną, tak odległą od umięśnionej, wolnej od zbędnego tłuszczu krzepy Herkulesa. „Dowiadujemy się, że Hamlet studiował na uniwersytecie w Wittenberdze, a kwestie wypowiadane przezeń w biegu dramatu ujawniają, że w rzeczywistości jest studentem, uczonym, myślicielem. Nie nawykł do działania, nie jest człowiekiem czynu. Zwykł raczej spędzać czas w pozycji siedzącej, na lekturze i kontemplacji”. I „jak wielu studentów” w następstwie tego ciągłego ślęczenia „nad księgami” książę „nieco przybrał na wadze – teraz zaś nagle wymaga się od niego, by wziął do ręki broń i się na kimś mścił”. Czuje, że sytuacja go przerasta, a jednak „ślubuje uczynić wszystko, co w jego mocy”, by sprostać wyzwaniu. „I jak widzimy w scenie pojedynku, radzi sobie zaskakująco dobrze mimo owej nadwagi, na którą Szekspir stara się zwrócić naszą uwagę przez okrzyk Getrudy”. (Zauważmy: myśl Lynna podąża tu w zupełnie innym kierunku niż rozumowanie Wilsona!). „Ostatecznie Hamlet odnosi sukces, dopełnia zemsty, jednak płaci za to przerażającą cenę”. Ale: im wyższa ta cena, im mniej Hamlet nadaje się do takich przedsięwzięć, „tym większą wagę, w pewnym sensie, ma jego dokonanie”[87].

Tak zinterpretowany, dramat Hamleta jawi się jako dramat człowieka, który musi podjąć kolosalny trud, pokonać własne ograniczenia, by wykonać powierzoną mu misję, zasadniczo przekraczającą jego siły i możliwości fizyczne. Linią melodyczną dramatu – jeśli się wolno tak wyrazić – nie jest w tych okolicznościach zwłoka wywołana „hamletyzowaniem” bohatera, lecz jego walka z samym sobą i trud przezwyciężania własnych słabości. „Hamletyzowanie” to zapis tej walki. Walki ostatecznie – w jakimś sensie – zwycięskiej.


William Butler Yeates

Podobną wizję postaci duńskiego księcia zawarł chyba i Yeats w wieloznacznym fragmencie Statues, cytowanym w motcie niniejszego szkicu. Pewne światło rzuca nań autobiograficzny esej poety, The Trembling of the Veil, w którym Yeats opisuje wiszącą nad jego kominkiem reprodukcję portretu malarza i poety Williama Morrisa pędzla George’a Frederica Wattsa:  

 


Jego poważne, szeroko otwarte oczy, podobne oczom jakiegoś śniącego zwierzęcia, przypominają mi otwarte oczy Tycjanowego „Ariosta”, a masywne, mocne ciało sugeruje umysł, który nie potrzebuje intelektu, by zachować zdrowy rozsądek, choć oddaje się wszelkim fantazjom: marzyciel średniowiecza. […] To „baśniowy głupiec […] masywny i dziki jak wzgórze”, obraz śmiałego Europejczyka, przypominający połowicznie nieruchomą medytację Buddy i niemający nic wspólnego z wahliwym, kościstym wizerunkiem żarłocznej spekulacji, nieuchronnie nasuwającym się oku umysłu za sprawą niektórych słynnych Hamletów naszej sceny. Sam Szekspir zapowiedział jego symboliczną przemianę, […], bo choć nazwał swojego Hamleta „tłustym”, a nawet „krótkiego tchu”, włożył mu w dłoń zwinny rapier i sztylet.[88] 

Rzecz w tym, że takie „symboliczne przemiany” zachodzą na ogół, i to niemal obowiązkowo, jedynie na scenie teatralnej: „deskach świat oznaczających”. W świecie prawdziwym, w Lebenswelt, bywa z tym różnie. Zresztą ta przemiana Hamleta także w samym dramacie kryje w sobie pewną dwuznaczność, na którą zwrócił uwagę już Ludwig Börne: 

Hamlet walczy, zostaje śmiertelnie ranny i wówczas, gdy nie ma już nic do stracenia, gdy nie potrzebuje już odwagi, zabija króla. To zuchwałość złodzieja, który stojąc pod szubienicą, wymyśla Bogu, światu i swoim sędziom. Tak kończy ów szlachetny człowiek, syn królewski.[89] 

Dlatego wobec takiej możliwej przemiany otłuszczonego „Hamleta europejskiego” wolno zachować sceptycyzm. Taki sceptycyzm zachowuje już Freiligrath wobec swojego „Hamleta-Niemiec”.  Ten ma co prawda jeszcze czas: „Czwarty się kończy dopiero akt”. Jeszcze może chwycić za miecz, zanim nadciągnie „jakieś norweskie wojsko”, co do którego należy jednak powątpiewać, „czy i tym razem przyjdzie z Norwegii”. Poeta wzywa go więc do działania: 

Tylko decyzji! Otwarty szlak,

Stań w szranki śmiało i zuchwale. 

Ale przecież zaraz sobie zadaje pytanie, czy ma w ogóle prawo „urągać” Hamletowi: „Ja sam wszak cząstką jestem ciebie”.

Przemiany doświadcza książę Danii także w sonecie Bertolta Brechta O sztuce Szekspira „Hamlet”, powstałym w 1938 roku.  W ciele jego Hamleta, „ciężkim i obrzmiałym”, rozum objawia się „niczym zła choroba”, a on sam, „zamyślony pasożyt” stoi „bezbronny” w „koszuli” pośród swojego „ciężkozbrojnego klanu”. Z letargu wyrywa go dźwięk werbli Fortynbrasa. 

I wreszcie wpada grubas w złość, niemrawy,

Już widzi jasno, że się wahał nazbyt długo,

Do czynu czas już przejść (a czyn to ma być krwawy). 

Ale jest już za późno, widzowi zaś nie pozostaje nic innego, jak tylko „smutno pokiwać głową” nad przytoczonymi przez Brechta słowami Fortynbrasa: 

„Wszak gdyby kiedyś zdołał dojść na szczyt,

Niechybnie sprawiłby się po królewsku”.[90]   

„Gdyby” – w tej frazie Fortynbrasa nietrudno dosłyszeć zdawkowość, wielkoduszność zwycięzcy, która w tym wypadku niewiele kosztuje, a przecież tak miło połechtać może ego tryumfatora.  U realistycznie pesymistycznego Brechta ta zdawkowość pobrzmiewa nadto ironicznym sceptycyzmem.

Także realistycznie pesymistyczny współczesny widz będzie skłonny w dramacie Hamleta odczytywanego na nowo jako „Hamlet europejski” dostrzec nie tyle krzepiącą opowieść o przemianie, ile raczej posępną prognozę (nieuchronnej?) katastrofy. Ów „Hamlet europejski” ma szansę – jak jego pierwowzór – okazać się co najwyżej „zwycięzcą moralnym”, prawdziwym będzie – jak u Szekspira – Fortynbras.  Do tej roli szykuje się już zresztą kilku poważnych kandydatów. I – jak to słusznie przewidział Freiligrath – żaden z nich nie jest Norwegiem.

Przypisy:


[1] Last poems and two plays by William Butler Yeats, Dublin 1939 (repr. 1970), s. 17.

[3] William Shakespeare, Hamlet, w: tenże, Tragedie i kroniki w przekładzie Stanisława Barańczaka, Kraków 2022, dalej: B + numer strony, tu: B ).

[4] Jarosław Komorowski, „Z radością w jednym a łzą w drugim oku...”, w: „Teatr” 12/1990, s. 20.

[5] Stanisław Barańczak, Trzy postscripta szekspirowskie. I. O bekasach i grubasach, albo: przepraszam, że mój Hamlet jest zrozumiały, w: tenże, Ocalone w tłumaczeniu. Szkice o warsztacie tłumacza poezji z dodatkiem małej antologii przekładów – problemów, Kraków 2004, s. 220. 

[6] [William Shakespeare], Hamlet, tłum. Jan Komierowski, w: Dramata Willjama Shakespear’a. Przekład z pierwotworu, t. 1, Warszawa 1857, s. 185. – Autor pragnie w tym miejscu wyrazić wielki podziw i wdzięczność pracującym pod kierunkiem Pani dr hab. Anny Cetery-Włodarczyk twórcom znakomitych  stron internetowych Polski Szekspir. Repozytorium polskich przekładów Szekspira w XIX wieku. Zasoby, strategie, recepcja

https://xix.polskiszekspir.uw.edu.pl/

oraz Repozytorium polskich przekładów Szekspira w XX i XXI wieku. Zasoby, strategie, recepcja

https://xx.polskiszekspir.uw.edu.pl/

To właśnie z Repozytorium pochodzi większość przytoczonych poniżej cytatów z polskich przekładów Szekspira.

[7] William Shakespeare, Hamlet, tłum. Jan Kasprowicz, Lwów 1890 [Biblioteka Mrówki, t. 262–263], s. 177.

[8] William Shakespeare, Hamlet, tłum. Władysław Matlakowski, w: William Shakespeare, Hamlet, Prince of Denmark, edited and translated, with introduction, notes and supplements by Władysław Matlakowski M. D., Types of Typography of the Jagiellonian University, Cracow 1894. / Wiljam Szekspir, Hamlet, królewic duński, wydał, przełożył, wstępem, objaśnieniami i przypisami opatrzył Władysław Matlakowski, Kraków 1894, s. 307.

[9] [William Shakespeare], Hamlet, królewic duński. Dramat w 5 aktach Szekspira, tłum. Józef Paszkowski, „Biblioteka Warszawska” 1862, t. 1, s. 230.

[10] William Shakespeare, Hamlet, tłum. Leon Ulrich, w: Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare (Szekspira) w dwunastu tomach, tłum. Leon Ulrich, z objaśnieniami Józefa Ignacego Kraszewskiego, t. 4, Kraków–Warszawa 1895, s. 129.

[11] [William Shakespeare], Hamlet królewic duński: dramat w 5 aktach W. Szekspira, tłum. Krystyn Ostrowski, Lwów 1870, s. 165.

[12] William Szekspir, Hamlet. Tragedja w pięciu aktach, przeł. Andrzej Tretiak,  Kraków 1925, s. 258. 

[13] Tamże.

[14] W. Szekspir, Hamlet, przeł. Zdzisław Skłodowski i Józef Skłodowski,  Warszawa 1935, s. 153.

[15] Wiliam Szekspir, Hamlet, Królewicz duński, tragedia w pięciu aktach, przeł. Roman Brandstaetter,  Warszawa 1957, s. 216 n.

[16] William Shakespeare, Tragiczna historia Hamleta księcia Danii, przeł. Maciej Słomczyński, Kraków [1999], s. 303.

[17] William Shakespeare, Hamlet, książę duński, w: tenże, Romeo i Julia. Hamlet, przeł. Jerzy Sito, Poznań 2002, s. 406.

[18] [William Shakespeare], Hamlet, tłum. Ignacy Kefaliński [I. Hołowiński] w: Dzieła Wilhelma Shakspeare, t. 1, Wilno 1839, s. 193.

[19] Wiliam Szekspir, Hamlet, przeł. Władysław Tarnawski, Wrocław 1955, s. 248.

[20] Tamże.

[21] William Shakespeare, Hamlet, książę Danii, przeł. Ryszard Długołęcki, Bydgoszcz 2021, s. 219.

[22] Wiliam Szekspir, Hamlet, w: tenże, Romeo i Julia. Hamlet, przeł. Jarosław Iwaszkiewicz, Warszawa 1954, s. 319.

[23] Johann Wolfgang von Goethe, Lata nauki Wilhelma Meista, przeł. Wojciech Kunicki i Ewa Szymani, Warszawa 2020,  s. 270

[24] Shakespeariana, edited by Dr. W Rolfe, Cambridge Mass., w: „The Critic”,  June 27, 1891.

[25] James Russell Lowell,  Old English Dramatists, London 1892, s. 5.

[26] Miguel de Unamuno, El caballero de la triste figura, w: tenże, Ensayos, Madrid b. d. w. t. II, s. 116.

[27] Tamże.

[28] Jean Paul [Richter], Vorschule der Ästhetik, w: tenże, Sämtliche Werke, hrsg. v. Norbert Miller, Abt. I, t. V, s. 222.

[29] Tomasz Mann, Tonio Kröger, w: tenże, Opowiadania, przeł. Leopold Staff, Warszawa 1966, s. 85.

[30] Detlv von Liliencrons Briefe an Hermann Friedrichs aus den Jahren 1885–1889, Berlin 1910, s. 117.

[31] A. Kennedy, Was Hamlet Fat?, w:  Notes and Queries, 5th series, 1 (1874), s. 484–485. Cytuję za: Laura Keyes, Hamlet’s Fat, w: Sidney Homan (ed.), Shakespeare and the Triple Play, From Study to Stage to Clasroom, Associated University Presses Cranbury-London-Missssagua 1988, s. 92 n.

[32] George Orwell, Brak tchu, przeł. Bartłomiej Zborski, Warszawa 1997, s. 27.

[33] Richard Klein, Eat fat, New York 1998, s. 86.

[34] Elmer Edgar Stoll, Not Fat or Thirty, w: „Shakespeare Quarterly 2 (1951), s. 295–301, tu za: Keyes, Hamlet’s Fat (jak w przyp. 32), s. 92.

[35] J. Dixon, Line in Hamlet: „He is Fat and Scant of Breath“, w: „Notes and Queries, 3d series, 7 (1865), s. 52, tu za: Keyes, Hamlet’s Fat (jak w przyp. 32), s. 92.

[36] F. P. v. Westenholz, Der fette Hamlet, w: „Beilage zur Allgemeinen Zeitung“, 21stycznia 1898, nr 16, s. 6–7.   

[37] Eugen Reichel, „Magazin für Literatur” 1891, nr 36, tu za: Westenholz, Der fette Hamlet, s. 7. 

[38] Zob. I, 2.

[39] Edward Payson Vining, The mystery of Hamlet. An attempt to solve an old problem, Philadelphia 1881, s. 77.

[40] Zob. Samuel A. Tannenbaum, Five Notes on Hamlet, w: „Anglia. Zeitschrift für Englische Philologie“ 52 (1928), s. 378 n.

[41] Leslie Hotson, Hamlet Fat? w: „The Spectator”, 30 maja 1952, s. 9.

[42] Georg Britting, Żywot męża opasłego zwanego Hamletem, przeł. Janusz Sikorski, Poznań 1970.

[43] Zob. Claudia Bamberg, Christa Jansohn, Stefan Knödler (Hrg),  Die Shakespeare-Übersetzungen August Wilhelm Schlegels und des Tieck-Kreises: Kontext – Geschichte – Edition, Beihefte zu editio, t. 53, Berlin–Boston 2023, s. 8, przyp. 18.

[44] Arthur Dickson, Fat (Hamlet, V.ii. 298), w: „Shakespeare Quarterly“,  Vol. 2, No. 2 (Apr., 1951), s. 171–172.

[45] The Works of Shakespeare. Edited for the syndics of the Cambridge University Press by John Dover Wilson,

Hamlet, Cambridge 1968, s. 255.

[46] Tragedie i kroniki (jak w przyp. 3), s. 1099.

[47] Tamże, s. 1230.

[48] M. P. Tilley, Two Shakespearean Notes, w: „The Journal of English and Germanic Philology“,  Jul., 1925, Vol. 24, No. 3, s. 315–324.

[49] Tamże, s. 317. – Robert Withington, „Fat“ and „Hot“, w: „American Speech“,  Vol. 7, No. 6 (Aug., 1932), s. 452, przytacza opowieść pewnej amerykańskiej studentki o wyprawie motocyklowej przez Michigan, której była uczestniczką. „Zatrzymaliśmy się na pewnej farmie, dzień był upalny, a pot ściekał nam po twarzy. Żona farmera wyszła do nas i zawołała: ‘How fat you are!’” „Czyżby to jakiś relikt elżbietański?” – zastanawia się Withington.

[50] William Shakespeare, Jak wam się podoba, tłum. Leon Ulrich w: Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare t. 3, Komedye, Warszawa 1877, s. 487.

[52] Allardyce Nicoll, Studies In Shakespeare, London 1931, s. 43.

[53] William Shakespeare, Król Henryk Ósmy, przeł. Zofia Siwicka, Warszawa 1973, s. 13.

[54] Keyes, Hamlet’s Fat, (jak w przyp. 32), s. 93.

[55] William Shakespeare, Dwaj panowie z Werony, tłum. Stanisław Koźmian, w: Henryk Biegeleisen (red.), Dzieła Williama Szekspira, t. 6, Komedye, Lwów 1895, s. 135.

[56] John Dover Wilson, What Happens in Hamlet, New York–Cambridge 1936, s. 284, przyp. 1.

[57] John Payne Collier, Memoirs of the principal actors in the plays of Shakespeare, London 1846, s. 52.

[58] Juliusz Cezar, w: Tragedie i kroniki (jak w przyp. 3), s. 145.

[59] Tuszą Burbage’a tłumaczy okrzyk Gertrudy także Stanisław Wyspiański w swoim komentarzu do Hamleta z 1905 roku: „Słów jeszcze parę nie o chorobie Hamleta, ale raczej o pewnej wadzie fizycznej; wadzie ustroju fizycznego u Hamleta. Hamlet jest tłustej kompleksji i ma oddech krótki. Oczywiście wadę tę należy jak najdelikatniej rozumieć, to jest tak, że jest ona ledwo dostrzegalna. Żadna z osób w dramacie nie wspomina o tej wadzie, tylko czyni to matka sama. Matka, która ustrój jego najlepiej zna, i dla niej wada ta jest dostrzegalną i widoczną, gdyż ona wie dobrze o tej wadzie. Rolę Hamleta w dramacie Szekspira grywał właśnie ów Burbage, z którym razem Szekspir teatr prowadził. Otóż w elegii na śmierć tegoż Burbaga w roku 1618 jest dwuwiersz następujący: «I nie usłyszymy już młodego Hamleta, wołającego mimo krótkiego oddechu (zadyszki): zemsty, za śmierć ukochanego ojca». Dlaczego z całej roli Hamleta ten szczegół przytoczono, gdy nigdzie w roli szczegół ten nie jest podkreślony, i jeśli chodziło o rolę Hamleta, raczej nasuwałyby się inne, nie ten, najmniej spodziewany? Przypuszczam, że właśnie Burbage, który Hamleta miał grać, miał tę, ledwo dostrzegalną, wadę zadyszki i oddechu krótkiego, i że Szekspir postać tę Hamleta, skoro miała być na scenie grana, związał w ten sposób z osobą Burbaga. Że aktora i przyjaciela swego wadę, lekką i niewielką, uczynił jednak wadą Hamleta równocześnie, aby ruch i gest żaden tej postaci nie był fałszywy i nie wydał się do roli tej niestosownym. Zyskiwał w ten sposób żywą postać i naturalną. Burbage zaś mógł teraz grać tę postać Hamleta swobodnie, gdyż wada ta jego, widno, nie była wielka i znaczna – a jeśli w którym miejscu tej roli dała mu się uczuć – to szło na karb tego – że to do sztuki tej należy”. Zob. Stanisław Wyspiański, Hamlet, Wrocław 2007, s. 200.

[60] Lilian Winstanley, Hamlet  and  the  Scottish  Succession, Cambridge 1921, s. 96.

[61]  Carl Schmitt, Hamlet als mythische Figur der Gegenwart, cyt. za: Andreas Höfele, Der Einbruch der Zeit. Carl Schmitt liest Hamlet, Bayerische Akademie der Wissenschaften. Philosophisch-historische Klasse Sitzungsberichte, München 2014, Heft 3, s. 28.    

[62] Wyspiański, Hamlet, s. 4. – Taka lektura, zwłaszcza ponowna, po wielu latach od pierwszej, często młodzieńczej, przynosi czasem zaskakujące rezultaty. Giovanni Papini wspomina: „Krytycy i publiczność uważali zawsze Hamleta za najgłębszą ze sztuk Szekspira. Historycy, aktorzy i miłośnicy literatury widzą w tym dramacie jego największe arcydzieło. Ja także, wiele lat temu, żywiłem pełną uległości miłość do Księcia Danii, który odwzajemniał moje uczucie. Ileż to nocy spędziliśmy w swoim towarzystwie! Ileż fantastycznych i ekscytujących dialogów odbyliśmy, których nie sposób by znaleźć w żadnym drukowanym tekście! Hamlet był mi bratem, czymś więcej niż bratem. Ramię w ramię zgłębialiśmy i odkrywali niektóre z owych tajemnic, o których nie śniło się filozofom ludzkości. – Lecz oto niedawno, rozmyślając o śmierci Szekspira, przeczytałem Hamleta ponownie. Ukochany brat zniknął, a zamiast niego znalazłem tłustego neurastenika, na poły diabła, na poły idiotę”. Zob. Giovanni Papini, Hamlet, w: Four and Twenty Minds. Essays by Giovanni Papini. Selected and translated by Ernest Hatch Wilkins, New York 1922, s. 191.

[63] Kuno Fischer, Shakespeares Hamlet, Heidelberg [1896], s. 170.

[64] W. H. Auden, Wykłady o Shakespearze, przeł. Piotr Nowak, Warszawa 2016, s. 213.

[65] Thomas Mann, Notizbuch 7, cyt. za: Hermann Kurzke, Thomas Mann. Epoche, Werk, Wirkung, München 2010, s. 102.

[66] Lew Tołstoj, O Szekspirze i o dramacie, przeł. Seweryn Pollak, w: Witold Chwalewik (wyd.), Szkice szekspirowskie, Warszawa 1983, ss. 173, 183.

[67] Wiktor Szkłowski, Lew Tołstoj, przeł. Romana Granas, Warszawa 1982, s. 505.

[68]  George   Bernard Shaw, Nagana dla wieszcza, w: Teatry londyńskie w latach 90-tych, przeł. Maria Skibniewska i Zofia Sroczyńska, Warszawa 1967, s. 159.

[69] Christian Dietrich Grabbe, Ueber die Shakspearo-Manie, w: Christ. Dietr. Grabbe’s Sämmtliche Werke, hrsg. v. ‎Rudolf von Gottschall, Leipzig 1870, t. II, s. 400.

[70] Zob. Papini, Four and Twenty Minds (jak w przyp. 62), s. 187: „Wyrastamy z Szekspira. Ten jego przerażający, stary, dramatyczny świat, przesycony wielkością i nocną grozą, zaczyna nas śmieszyć”.

[71] [Anonim], The Grimaldi Shakspere [tak w oryginale, przyp. T. Z.]. Notes and Emendations on the Plays of Shakspere, from a Recently-Discovered Annotated Copy by the late Joseph Grimaldi, Esq., Comedian, London 1853, s. 8.

[72] Nikołaj Czuszkin, Przedmowa do wydania radzieckiego z roku 1950, w: Wasilij O. Toporkow, Stanisławski na próbie. Wspomnienia, przeł. Jerzy Czech, Wrocław 2007, s. 19.

[73] Toporkow, Stanisławski (jak w przyp. powyżej), s. 118.

[74] Wyspiański, Hamlet, s. 153 n.

[75] Heinrich Heine, Ludwig Börne. Memoriał, w: Heinrich Heine, O Niemczech i o sobie,  przeł. Tadeusz Zatorski, Warszawa 2018, s. 402 n.

[76] Zbigniew Herbert, Tren Fortynbrasa, w: tenże, Wiersze zebrane, Kraków 2008, s. 271.  – Tenże Herbert nieco wcześniej zauważył jednak – pisząc o ekranizacji dramatu z Laurencem Olivierem w roli tytułowej – że „prawda o Hamlecie niehamletyzującym jest prawdą niepraktyczna i trudną”. Zob. Hamlet na granicy milczenia, w: Zbigniew Herbert, Henryk Elzenberg, Korespondencja (Aneks), Warszawa [2002], s. 134.

[77] Thomas Mann, Goethe i demokracja, przeł. Tadeusz Zatorski, w: „Kronos” 2/2025, s. 42.

[78] Paul Valéry, Kryzys ducha, przeł. Roman Kołoniecki, w. „Res Publica Nowa”  215 (1/2014), s. 156.

[79] Carl Schmitt, Glossarium. Aufzeichnungen aus den Jahren 1947 bis 1958. Erweiterte, berichtigte und kommentierte Neuausgabe. Herausgegeben von Gerd Giesler  und Martin Tielke, Berlin 2015, s. 349 n.

[80] Vivienne Koch, W.B. Yeats: The tragic phase. A study of the last poems, Baltimore 1951, s. 60.

[81] Zob. na ten temat Wanda Świątkowska, Hamlet.pl. Myślenie Hamletem w powojennej kulturze polskiej, Kraków 2019.

[82] Reinhart Koselleck, Carl Schmitt, Der Briefwechsel 1953-1983 und weitere Materialien, hrsg. v. Jan Eike Dunkhase, Berlin 2019, s. 169. – Koselleck mógł przejąć to sformułowanie ze szkiców Georga Brandesa o Polsce. „Postaci Hamleta w Polsce” Brandes  poświęcił w nich cały rozdział i tam właśnie – w nawiązaniu do Freiligratha – pada cytowana przez Kosellecka fraza. Zob.  Georg Brandes, Polen. Einzig autorisierte Übersetzung aus dem Dänischen Adele Neustädter, Paris–Leipzig–München 1898, s. 312–334, zwłaszcza s. 336. Zob. także wydanie pol. Jerzy Brandes, O poezyi polskiej w XIX stuleciu. Trzy odczyty.  Tłumaczone z oryginału duńskiego przez J. S., Warszawa 1887, s. 78. Koselleck odwiedził w 1958 roku Polskę – prowadził badania archiwalne w kilku miastach – i być może, by przygotować się do podróży, sięgnął po książkę Brandesa.

[83] Taki tytuł, Polska jest Hamletem, nosiła notabene debata zorganizowana w czerwcu 2019 przez Instytut Kultury Polskiej w Londynie w ramach festiwalu Szekspir i Polska w teatrze Shakespeare’s Globe.

[84]Neue Gedichte von Ferdinand Freiligrath, Stuttgart 1887, s. 110 nn.

[85] Zob. Hamlet, królewic duński (jak w przyp. 9), s. 53.

[86] Zob. np. Shakespeares Werke in fünfzehn Teilen, hrsg. v. Dr. Wolfgang Keiler, Berlin–Leipzig b.d.w., cz. VI, s. 196.

[87] Steven Lynn, Literature. Reading and Writing with Critical Strategies, New York et. al. 2004,  s. 842 nn.

[88] W. B. Yeats, The Trembling of the Veil, London 1922, Book I: Four Years 1887–1891, s. 30 n. (podkr. T. Z.).

[89] Ludwig Börne, Hamlet. Von Shakespeare, w: tenże, Sämtliche Schriften, t. 1, Düsseldorf 1964, s. 497. 

[90] Bertolt Brecht, Über Shakespeares Stück „Hamlet”, w: tenże, Gedichte IV, Frankfurt am Main 1961, s. 162. Słowa Fortynbrasa to: „For he was likely, had he been put on,/ To have proved most royal”. W przekładzie Barańczaka: „Gdyby los podobnie/ Na tron go wyniósł, byłby się zapewne/ Okazał królem w pełnym sensie słowa” (B 397).

Komentarze

Popularne posty